Logo Wielkopolskiego Stowarzyszenia Coachingu
Napisz do nas -

Studia podyplomowe - Zapraszamy

30.03.2015

Work-life balance - pułapki myślenia


Jakże często modne hasła prowadzą nas do stereotypowego myślenia. A stereotypy prowadza na manowce, łapią w pułapki. Z takim modnym hasłem rozprawia się Anna Ceranek-Dadas.

Kategoria: Rozwój osobisty

Podczas jednego z ostatnich warsztatów, które miałam okazję współprowadzić padło pytanie o reakcje uczestników na kolejną prośbę szefa o zostanie po godzinach w pracy. Większość osób wspominało o emocjach negatywnych, które najczęściej występują u nich w tego typu sytuacjach,  takich jak strach czy gniew. Pojawił się jednak również głos, „że to nic takiego, a nawet bardzo dobrze, bowiem lubię swoją pracę”. Żadnego gniewu, żadnego strachu. W zamian pozytywne emocje.

Wobec takich, bardzo pozytywnie nacechowanych wypowiedzi w okolicznościach z reguły odbieranych jako stresogenne, można byłoby wysunąć założenie o dużym prawdopodobieństwie istnienia problemu pracoholizmu, chęci ucieczki od życia prywatnego etc. Osoba mówiąca i czująca w ten sposób może być i jest często odbierana co najmniej osobliwie przez otoczenie. Jak to możliwe? Nie chce kończyć pracy o czasie i iść do domu? Coś musi być z nią/nim i z jej/jego życiem nie tak...

Przy okazji tego ćwiczenia pragnę jednak zwrócić uwagę na inną perspektywę. 

Każdy z nas ma prawo w  odrębny, różny sposób postrzegać szczęście, poczucie spełniania się, czy równowagę pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym.

Pierwszą, nader często spotykaną pułapką myślenia w kategoriach work-life balance jest  generalizacja typu: równowagę w życiu osobistym i zawodowym osiągniemy stosując proporcje 50/50. Skoro więc hipotetycznie pracujemy przez osiem godzin dziennie, kolejne osiem godzin powinniśmy odpoczywać, aby żyć w zgodzie z koncepcją WLB. Odpowiedzią na owo błędne myślenie niech będzie truizm, owszem, ale warto go przypomnieć – to, co jest dobre dla jednej osoby, nie musi być dobre dla drugiej.

Ludzie żyją w różny sposób, mają specyficzne potrzeby, inne warunki życiowe, preferują i realizują różne style życia. Nie ma jednej uniwersalnej reakcji na wspomniane na wstępie sytuacje, czy jednego uniwersalnego sposobu rozumienia równowagi w życiu.

Drugą możliwą pułapką jest pojmowanie work-life balance jako konkretnego, samego w sobie, jasnego celu życiowego, popartego wyraźną wizją, planem działań i niezbędnym zestawem określonych strategii, opartych na bazie ściśle sprecyzowanych priorytetów życiowych oraz ograniczaniem lub eliminowaniem jakichkolwiek działań, które oddalają nas od owej wizji (Kofodimos, Balancing Act: How Managers Can Integrate Successful Careers And Fulfilling Personal Lives, 1993). Przypomina to jednak raczej korporacyjne myślenie, aniżeli język, którego chcielibyśmy używać w odniesieniu do naszego życia osobistego. Ekstremalnie, James Ogilvy w jego książce Living Without a Goal (1995) jest zdania, że życie związane z jednym konkretnym celem, przywiązane do niego, bez znaczenia jak szlachetny czy wartościowy byłby to cel, staje się w konsekwencji raczej mechanizmem aniżeli organizmem, biznes planem aniżeli biografią, narzędziem a nie darem, który mamy.

 Żadne z powyższych podejść nie oddaje odpowiednio czytelnie koncepcji work-life balance, choć obie perspektywy mają swoje zalety. Najważniejszy bowiem jest złoty środek, czyli umiejętność godzenia sfery planowania, organizacji życia, czy to zawodowego, czy prywatnego z pewną dozą dystansu i pokorą stawienia czoła wszystkiemu temu, co nieznane, niezaplanowane, nagłe, nieprzewidywalne a także otwarcie na nowe aspekty doświadczeń. Życie nie jest statyczne, lecz pełne dynamiki i zaskakujących zwrotów akcji. Dotyczy to zarówno obszaru zawodowego jak i prywatnego, które to obszary są naczyniami połączonymi i nieustannie przenikają się nawzajem. 

Dlatego też perspektyw postrzegania i specyficznego doświadczania work-life balance może być wiele. Na przykład ktoś śpi po pięć godzin na dobę, podczas gdy komuś innemu nie wystarczy i osiem. Jedna osoba dobrze wypoczywa jedynie, gdy spędza czas aktywnie, poza domem. Komuś innemu relaks daje tylko medytacja albo długa regeneracja w odosobnieniu. Ktoś jeszcze inny czuje się doskonale, gdy pracuje codziennie przez wiele godzin a męczy się brakiem obowiązków zawodowych, pomimo tego, że znajomi nazywają go/ją pracoholikiem. Dopóki jednak organizm dobrze funkcjonuje, człowiek ma siłę i energię do pracy, buduje zdrowe relacje z innymi oraz odczuwa radość w życiu prywatnym, jakkolwiek przez niego realizowanym, dopóty wtłaczanie go na siłę w jakiekolwiek ramy, schematy, wzorce jedynie słuszne, mija się z celem i bywa bardzo szkodliwe.

O jeszcze jednej pułapce warto ponownie wspomnieć. Wszelkie podziały dychotomiczne, tutaj oddzielające życie prywatne od zawodowego odgórnie zakładają, iż sfery te powinny się w znacznej mierze wykluczać i  stanowić dwie odrębne części całości, jaką jest życie ludzkie. Co więcej, często praca sytuowana jest znacznie niżej w hierarchii wartości. Taka, błędna zresztą wizja, zakłada pośrednio traktowanie pracy jako konieczności, li tylko jako sposobu do pozyskiwania środków finansowych. Jest wręcz przeciwnie. Praca to ważny element życia, mający wpływ na pozostałe jego aspekty, warto więc  świadomie planować rozwój zawodowy tak, aby myślenie o nim nie było nieznośnym balastem przez resztę życia.

Niedawno w Poznaniu miała miejsce wiosenna edycja Dni Kariery. Jako Wielkopolskie Stowarzyszenie Coachingu mieliśmy wspaniałą okazję służyć wsparciem w Strefie Doradztwa. Tysiące młodych osób poszukujących z zapałem swej drogi. Studenci na progu kariery zawodowej, w przeddzień podjęcia jednej z najważniejszych decyzji życiowych. Niech myśl o work-life balance szczególnie przyświeca każdemu z nich w budowaniu swej wymarzonej ścieżki kariery i indywidualnego sposobu na życie.

Anna Ceranek-Dadas

Top